Wydarzenia
Zimowisko dla rodzin w Murzasichle
Zimowisko dla rodzin w Murzasichle
Mój mąż zawsze z sentymentem wspominał zimowe wyjazdy ze szkółką niedzielną. W czasach jego dzieciństwa – jeszcze do Wapienicy. Jest to najprawdopodobniej jedno z najcieplejszych wspomnień z dzieciństwa mojego męża. Stąd nie miałam wątpliwości, że jeśli tylko nadaży sie możliwość chiałabym, żeby nasze dziecko mogło w takim zdarzeniu uczestniczyć. Sposobność nadarzyła się bardzo szybko: w lutym 2010 kiedy nasz synek właśnie skończył 3 lata.
W tym roku Organizatorzy wybrali destynację inną niż Wapienica, mianowicie Murzasichle koło Zakopanego. Według mnie, choć jestem pewna, że Wapienica na zawsze pozostanie miejscem magicznym, tęsknie wspominanym, Murzasichle zapewnia idealne warunki na zimowy wyjazd z dziećmi.
Ale początek różowy nie był. Dotąd o podróży “Zakopianką” słyszałam tylko w komunikatach radiowych. Okazało się, że nie były przesadzone. Cóż... rzeczy dobre nie przychodzą łatwo. Na miejsce, jak większość dotarliśmy zmęczeni w sobotę wieczorem. Przywitał nas przytulny górski pensjonat z przemiłą gospodynią i ciepłą kolacją. Nasz syn od razu czuł się jak u siebie. My, początkujący parafianie, w tym ja, która przygodę ze Świętym Mateuszem rozpoczęłam zaledwie kilka lat temu, jeszcze nie czuliśmy się do końca swojo, ale ani przez chwilę nie wątpiliśmy w życzliwe wchłonięcie do społeczności – tak też się stało.
Już następnego ranka zaczął się krystalizować porządek dnia: śniadanie poprzedzone modlitwą i śpiewem, czas wolny spędzany na stokach, obiad, siesta, zajęcia dla dzieci, spotkania rodziców, kolacja i znowu czas spędzany wspólnie. Dni były pełne wrażeń. Począwszy od zajęć sportowych – myślę, że każdy znalazł w pobliżu pensjonatu stok dla siebie. My naprzykład przylgnęliśmy do oddalonej o 100 m oślej łączki, która doskonale odpowiadała naszym umiejętnościom i ambicjom. Ale były też wysokie stoki, lekcje jazdy na snowboardzie, nartach, zjeżdżanie na oponach i kto wie co jeszcze. Był też najprawdziwszy kulig: sanie z dzwoneczkami, parskające konie, ognisko z kiełbaskami i zachwycone dzieci. Świetne połączenie autobusowe umożliwiało zwiedzanie Zakopanego i okolic. Ale i przed pensjonatem można było się zapomnieć w zabawie, na przykład budując iglo i monstrualne bałwany. A pogoda nam sprzyjała.
Przyznaję, że na mnie jednak największe wrażenie zrobił niezwykły talent Pani Renaty Makuli do... przepraszam, nic innego lepiej nie pasuje - poskramiania lwów. Pani Renata codziennie prowadziła blisko dwugodzinne zajęcia dla najmłodszych, których początek był niewinny: śpiew, opowieści biblijne, ale już zapanowanie nad dwadzieściorgiem wojowników uzbrojonych w nożyczki, brokat, tubki z klejem, mazaki... W każdym razie nasz syn nie dość że szczęśliwy i bezpieczny, to kompletnie zapominał o nas, a po raz pierwszy był pozbawiany naszego towarzystwa. Pani Renato, czapki z głów!
My w tym czasie braliśmy udział w pasjonujących dyskusjach - coś na kształ żydowskich dywagacji o liczbie szczebli w drabinie jakubowej. Ksiadz Michał byl niemniej dzielny niż żona, kiedy rozwiewał nasze wątpliwości i uzupełniał wiedzę przytaczając Pismo Święte, ale też odwołując się do innych źródeł. Chyba nigdy wcześniej nie brałam udziału w tak przyjaznych, otwartych spotkaniach, w tak ciekawych rozmowach. Te chwile będę wspominała z największym sentymentem.
Serdecznie dziękujemy za możliwość wzięcia udziału w zimowiskach, za wspaniałą organizację i przede wszystkim za ciepłe, szczerze przyjazne przyjęcie do Państwa grona. To odczucie zresztą nie opuszcza mnie odkąd pierwszy raz weszłam do Świętego Mateusza. Dziękujemy.
Joanna, Maciej i Józio Chmielewscy
zapraszamy na foto relację do działu galeria
